Czy warto być odpornym psychicznie, czy może jednak dużo łatwiej jest dołączyć do ludzi, którzy nie dostrzegają i nie doceniają tego co potrafią, za to są ciągle skoncentrowani na narzekaniu na swoją rzeczywistość?

Jest wiele definicji odporności psychicznej . Mnie podoba się ta, stosowana przez Micheline Rampe.

Odporność psychiczna, jest to zdolność ponownego zebrania sił i odzyskania równowagi pomimo niesprzyjających okoliczności, niepowodzeń, zmartwień i chorób.

Dla mnie odporność psychiczna to wewnętrzne przekonanie, że w tym pełnym zmian świecie, ja dla siebie jestem pewną stałą. To zaufanie do siebie, że niezależnie od tego co mi się przytrafi, niezależnie od błędów jakie popełnię wiem, że sobie poradzę.

Wiem to, a jednocześnie znam drogę, która doprowadziła mnie do tego miejsca. 

Moja droga do odporności.

 W szkole, w liceum, na studiach zawsze czułam się outsiderką. Patrzyłam na innych i wydawało mi się, że na czole mam wypisane, że jestem od nich gorsza. Nigdy nie było rzeczywistych przesłanek żebym mogła tak o sobie myśleć. Mam fajną rodzinę, dwa razy do roku jeździliśmy na wakacje a jednak fakt, że ktoś inny jechał na wakacje za granicę podczas gdy ja spędzałam je na żaglach na Mazurach był dla nastoletniej mnie namacalnym dowodem , że mam w życiu gorszy start. 

I tak szłam przez życie ślepa na fakty i objuczona kompleksami jak muł.

Kiedy postanowiłam dorobić sobie do kieszonkowego, najłatwiejszym sposobem był MLM i sprzedaż z katalogów. Zostałam więc konsultantką i żeby się doskonalić zaczęłam uczęszczać na szkolenia.

W branży sprzedażowej jedzie się na hiper motywacji, na okrzykach, że mogę wszystko i ja po dziś pamiętam, że myślałam sobie wtedy że może oni mogą ale ja nie.

Miałam ogromne wyrzuty sumienia

Zastanawiałam się, co jest ze mną nie tak, że nie potrafię uznać, że jeżeli się postaram to mogę osiągnąć spektakularny sukces. Efekt był taki, że każdy sukces przyjmowałam jako coś co się „udało” a każda porażka była namacalnym dowodem na to, że miałam rację i nie nadaje się do niczego. Siedziałam na szkoleniach, wypisywałam duże marzenia i rozpisywałam swoje cele na kroki do wykonania i cały czas sobie myślałam, że te wielkie cele jak „będę zarabiać w wieku lat 18, 10000 zł miesięcznie, są równie realne jak to że świnie zaczną latać.

Patrzyłam na ludzi siedzących obok mnie, którzy z błyszczącymi oczami i ogromną energią byli gotowi do działania i wiedziałam, że ja do działania gotowa nie jestem bo jak ustaliłam sama ze sobą, ja nie potrafię, nie jestem wystarczająco przebojowa, ładna i nie mam ciotek, które kupią z katalogu za pare tysięcy złotych. 

Zaraz ktoś mi tu napisze, że hola hola jak to się ma do odporności psychicznej.

Ma się to tak, że nie miałam poczucia wpływu na własne życie, co jest jedną ze składowych odporności psychicznej. Ponieważ nie czułam, że mam na cokolwiek wpływ, nie potrafiłam zaangażować się w działanie. A ten brak działania był wzmacniany przez brak pewności siebie i pewność, że cokolwiek nie zrobię- nie dam sobie rady. 

Chciałabym napisać, że „aż tu nagle ktoś powiedział mi jedną rzecz i ona zmieniła moje życie”.

TO byłoby tak pięknie i zgodnie z amerykańskimi książkami motywacyjnymi?

Nie nastąpił gwałtowny przełom. Odruchowo w sytuacji kryzysowej wchodziłam całą sobą w tryb: jestem ofiarą, życie jest niesprawiedliwe, inni mają lepiej/ łatwiej”. 

Więc co się zmieniło?

Rozwój osobisty i psychologia były od zawsze moim konikiem. Więc pochłaniałam książki, jeździłam na szkolenia, słuchałam podcastów.

ROBIŁAM ĆWICZENIA.

Wypisywałam cele, robiłam afirmacje, sesje wdzięczności, wypisywałam swoje sukcesy. Dalej nie opuszczało mnie przekonanie że jestem niewystarczająco dobra i że sukces (ten wiecie, ogromny i prawdziwy) nie jest mi pisany. Ale powoli, powolutku dla mojego wrednego głosu w głowie, który mnie poniżał i wiecznie mi tłumaczył, że jestem do bani, pojawił się przeciwnik. I powoli, powolutku zaczęłam prowadzić w swojej głowie rozmowę na dwa głosy.

Jak coś nie poszło zgodnie z moją myślą i włączałam film oj ja taka biedna a świat taki zły i okrutny, to cichy głos dodawał, że jednak tak źle nie było i dobrze poszło to i tamto. 

Celowo napisałam, że moją drogę pokonywałam powoli i z mozołem. 

W tym naszym świecie instant, wszyscy chcą mieć rezultaty w 5 minut.

Moja droga była powolna dlatego, że nie wiedziałam,  że samo ustalanie celów to nie wszystko, że same afirmacje nie wystarczą bo najpierw musisz posprzątać swój bałagan.

Jak?

  • Wymieść przekonania, które Cię hamują spod dywanu. Dopiero jak posprzątasz to możesz wnosić nowe meble. 
  • Przejrzeć to, co o sobie myślisz i sprawdzić czy te przekonania wspierają cię czy hamują.
  • Sprawdzić czy przekonania, które masz,  są zgodne z rzeczywistością i faktami, czy tylko ty tak to widzisz?
  • Zastanowić się, jakie emocje chciałbyś odczuwać i jakie przekonania mogą Cię w tym wspierać

Niby logiczne ale to właśnie ta niewiedza sprawiła, że moja droga była dłuższa. Piękna, trudna, ale warta każdego kroku. Mam takie poczucie, że nie jestem na jej końcu ale w miejscu w którym jestem odnalazłam dużo spokoju, zaufania i miłości do siebie.

A jaka jest Twoja droga? I gdzie już na niej jesteś? Podziel się w komentarzu i daj szansę się poznać. I co najważniejsze, czym dla Ciebie jest odporność psychiczna?

Czekam na info od Ciebie!

Pozdrawiam

Natalia

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *